Setka dla psa, setka dla Ciebie. Anatomia męskiej hipokryzji ewolucyjnej.
- Sebastian Urbańczyk

- 30 cze
- 2 minut(y) czytania
W pracy gabinetowej z facetami, którzy zarządzają dużymi firmami i realizują wielomilionowe projekty, regularnie dotykam zjawiska, które nazywam ślepotą ewolucyjną lidera. Przychodzi do mnie gość, który ma doskonale rozwinięty instynkt opiekuńczy. Dla swojej rodziny wywróci świat do góry nogami. Jeśli jego dziecko zachoruje albo ktoś zagrozi bezpieczeństwu jego domu – reaguje z precyzją i bezwzględnością komandosa.
Ostatnio nagrałem o tym krótki materiał, który znajdziesz w moich social media . Zadaję tam proste, brutalne pytanie: co byś zrobił, gdybym podał „setkę ” wódki Twojemu psu albo dziecku? Odpowiedź jest oczywista – urwałbyś mi łeb, bo Twój instynkt wie, że to trucizna.
A potem zadaję drugie pytanie, które regularnie rozbija systemy obronne moich klientów: dlaczego ten sam toksyczny syf bez mrugnięcia okiem wlewasz we własne gardło?
Neurobiologia odwróconego agresora
Dlaczego potrafimy tak genialnie chronić innych, jednocześnie dokonując powolnej eutanazji własnego organizmu? Odpowiedź kryje się w architekturze naszych mechanizmów obronnych i schematach, które wgrano nam w dzieciństwie (klasyczny syndrom DDA/DDD):
Projekcja wroga na zewnątrz: Twój mózg jest ewolucyjnie przystosowany do lokalizowania zagrożeń zewnętrznych. Łatwiej jest walczyć z konkurencją na rynku, z trudnym klientem czy z agresorem na ulicy. Wtedy wróg jest jasny. Kiedy jednak wróg siedzi w Twoim własnym barku i nazywa się „wieczornym resetem”, Twoja kora przedczołowa odpala mechanizmy iluzji i zaprzeczeń, żeby uratować Cię przed bolesną prawdą: sam niszczysz to, na co ciężko pracujesz.
Mit niezniszczalnej maszyny: Ambitni faceci traktują swoje ciało i umysł jak roboty, które mają po prostu działać. Wydaje im się, że ich zasoby są niewyczerpane. Wlewając w siebie kolejne porcje alkoholu – który pod kątem toksyczności dla układu nerwowego jest bezwzględnym niszczycielem – wmawiają sobie, że to tylko „niewinna optymalizacja stresu”. Twoje neurony nie rozróżniają, czy pijesz drogi alkohol, czy tanie piwo. Efekt jest ten sam: permanentny stan zapalny mózgu i stopniowe odcinanie wyższych funkcji poznawczych.
Kradzież obecności: Kiedy wieczorem znieczulasz się alkoholem, Twoja rodzina i tak płaci koszty. Fizycznie jesteś obecny w domu, ale emocjonalnie jesteś całkowicie wylogowany z relacji. Twoje dzieci dorastają obok emocjonalnego ducha, rejestrując Twój szklany wzrok i napięcie. Chronisz ich przed brakiem pieniędzy, ale fundujesz im dokładnie taką samą traumę DDA, jaką sam prawdopodobnie wyniosłeś ze swojego domu rodzinnego.
Rekalibracja systemu: Stań do walki ze sobą
Prawdziwa męska autonomia i dojrzałość nie polegają na byciu ślepym taranem, który dowozi kasę, a potem niszczy się w samotności. Siła to umiejętność przekierowania tego potężnego instynktu obronnego na samego siebie.
Musisz zacząć chronić faceta w lustrze przed jego własnym, destrukcyjnym oprogramowaniem z przeszłości. Jeśli nie postawisz twardej granicy swojemu nałogowi i swoim urojonym racjonalizacjom, Twoja jaskinia i tak w końcu runie.

Sebastian Urbanczyk.



Komentarze